„Oszczędź OS X! Zaśmiecaj Windows!” O tym dlaczego warto przenieść aplikacje na maszynę wirtualną

Osoby, które z racji swojej pracy, muszą pracować na bardzo wielu programach zainstalowanych na swoim systemie, prędzej lub później zaczynają mieć problem, ze zwolnioną pracą swojego komputera. Fakt ten jest niezależny od platformy, gdyż każdy system operacyjny, przytłoczony dużą ilością programów, którymi musi zarządzać, pracuje zdecydowanie wolniej. Dlatego też warto skorzystać z wirtualizacji i rzadziej wykorzystywane aplikacje przenieść do maszyny wirtualnej.

Wpis ten jest pierwszą częścią cyklu poradników, dotyczących wykorzystania współpracy systemów Windows i Mac. Zaczynam od ogólnego zagadnienia, jednak bardzo ciekawego i często uwzględnianego w wirtualizacji. Aby zatem rozpocząć korzystanie z tych porad należy zainstalować maszynę wirtualną stosując się tej instrukcji.

Zdecydowana część popularnych programów jest multiplatformowa. Oznacza to, że można korzystać na nich zarówno na Windows, Linux jak i na Macu. Tak zapewne jest i z większością oprogramowania, które i Wy posiadacie na OS X. Dlatego też warto przejrzeć wszystkie zainstalowane aplikacje i zastanowić się, z których z nich nie korzystamy zbyt często. Warto zrobić listę takowych i później odszukać je w wersji dla „okienek”.

Windows 8.1

Gdy już takowe znajdziemy, warto zainstalować je na maszynie wirtualnej, a usunąć z OS X. Co daje takie przeniesienie? Zainstalowane w systemie programy, często działają w tle, nawet jeśli tego nie pokazują. W dodatku są uwzględniane podczas indeksacji dysku, czym przyczyniają się do zwiększenia czasu, na przeprowadzenie tej operacji przez komputer. Oczywiście jeśli programów jest tylko kilka, to nie ma to większego wpływu na pracę, ale jeśli jest ich już kilkadziesiąt lub kilkaset, nawet OS X zacznie pracować wolniej. Dlatego też warto wydzielić mniej potrzebne programy do maszyny wirtualnej, gdyż ten proces sprawi, że dla systemu Apple staną się niewidoczne. Mavericks będzie musiał indeksować tylko jeden plik związany z wirtualnym dyskiem, a nie tysiące małych pliczków, jakie generują aplikacje. W dodatku ich procesy nie będą mogły działać w tle, gdy zamkniemy Windows.

Oczywiście takie rozwiązanie ma też swoje wady, z którymi warto się zapoznać przed usunięciem programów. Po pierwsze uruchomienie programów w maszynie wirtualnej trwa często wiele dłużej, gdyż przed startem samego programu, należy uruchomić cały Windows. Trwa to w zależności od komputera i dysku, od kilku, nawet do kilkudziesięciu sekund. Drugą wadą jest wolniejsze działanie wirtualizowanych programów. Działając w takim układzie aplikacje, korzystają tylko z podzespołów jakie przydzielimy maszynie wirtualnej, które z oczywistych powodów są mniejsze niż głównego komputera.

Windows 7

Dlatego zachęcam aby najważniejsze, pozostawić na głównym systemie w naszym komputerze. Maszyna wirtualna to świetne miejsce dla małych programików, które to często robią największe spustoszenia. Ja dla przykładu na mojej roboczej maszynie wirtualnej (mam ich kilka, ale o tym za jakiś czas) zainstalowałem cały pakiet LibreOffice, Office 2003, Gimpa itp, czyli wszystkie te programy, których dziś już nie używam, ale mogą okazać się niezbędne gdy, w nagłej chwili będę musiał do nich powrócić.

To oczywiście tylko jedno z bardzo wielu zastosowań wirtualizacji i współpracy Maca z Windows. O kolejnych będę starał się systematycznie Wam opowiadać, być może uzupełniając je o treści video. Póki co zapraszam do samodzielnego przejrzenia listy zainstalowanych programów i zastanowienia się czy części z nich nie warto by w ten sposób „odizolować”.

Fot1. SXC.hu

O autorze

Jakub Stanisław Wolak

Maniak technologii. AppleUser, otwarty na konkurencyjne rozwiązania. Twórca i redaktor HelpMacPL  Hobbystycznie dziennikarz, podróżnik i fotograf.

1 komentarz

Dodaj komentarz